| Marc Questin - Medycyna druidów |
|
|
|
| Recenzje - Niepolecane |
| Wpisany przez Czeski |
| niedziela, 18 stycznia 2009 19:46 |
|
Marc Questin, "Medycyna druidów" (oryg. La medicine druidique), Kraków 1994, Kastel. Czytając tę książkę zastanawiałem się czy ktokolwiek kiedykolwiek napisał normalną pozycję, dotyczącą niehistorycznych zagadnień druidyzmu. Bez górnolotnych sformułowań i nieco ezoterycznej egzaltacji. Jestem w stanie w pełni zrozumieć entuzjazm autora w stosunku do wiedzy i mądrości celtyckich mędrców i ich współczesnych spadkobierców, niemniej uważam, że tej książce przydałoby się nieco chłodnego obiektywizmu. Książka Marca Questina, której polskie wydanie ukazało się nakładem krakowskiego wydawnictwa "Kastel" (pierwsze wydanie - 1994), to nieduża pozycja, formatu mniejszego niż B5, zawierająca niecałe dwieście stron. Jak wspomniałem na początku, książka pisana jest językiem dość egzaltowanym. Momentami irytującym. Dla kogoś, kto szuka konkretnej wiedzy, może być to zniechęcające. Jeśli jednak czytelnik uodporni się na to, będzie w stanie dobrnąć do końca, wyłuskując zasadniczą treść. Zawartość książki zdecydowanie wykracza poza ogólnie przyjętą definicję słowa "medycyna". Oprócz rozdziałów ściśle związanych z praktykami leczniczymi druidów, znajdują się w niej zagadnienia dotyczące filozofii celtyckiej, pewnych elementów historii czy też technik szamańskich. Autor, będący Francuzem, skupia się głównie na dziedzictwie swojego kraju, na tym, co z kultury i tradycji galijskiej przetrwało do naszych czasów, zwłaszcza na terenach Bretonii, czy w wiejskich regionach Francji. Wspomina oczywiście o dziedzictwie brytyjskim, jednak o poziomie merytorycznym całości niech świadczy to, że przytacza słowa Iolo Morganwga (pseudonim Edwarda Williamsa) jako autentyczną wiedzę i spuściznę druidyczną, podczas, gdy Iolo uchodzi dziś jedynie za osiemnastowiecznego pasjonata, który - owszem - rozpropagował druidyzm, jednak swoimi teoriami i "pracami" uczynił tyleż dobrego co i złego. Moim zdaniem, najbardziej wartościowymi rozdziałami są te poświęcone właściwościom roślin zielnych i drzew. Można tam znaleźć co prawda kilka "kfiatków", ale ogólnie rzecz biorąc to chyba najciekawsza część "Medycyny druidów". Osobiście muszę tę książkę zaliczyć do grupy książek "nierównych". Z jednej strony jest w niej duża ilość ciekawostek i naprawdę wartościowych rzeczy, z drugiej infantylne nieco zachwyty nad wiejskim znachorem, skupiające się na opisywaniu jego "praktyki leczniczej", łącznie z odgłosami plucia i odchrząkiwania... Nie odradzam, ale też nie polecam. Weźmiecie "Medycynę druidów" do ręki na własną odpowiedzialność.
|




